O-mój-boże. Dwudziestego czwartego czerwca dwa tysiące dziewiątego roku przeżyłam najkrótszy i najpiękniejszy dzień w moim życiu. Coś, co powstrzymywało mnie od masakrycznych dołów przez ostatnie dwa miesiące odbiło się na mnie ze zdwojoną siłą - czyli masakryczny dół przerodził się w megamadafaka emo mode. W poniedziałek przyjechała do mnie yasui, cieszyłam się, że pojadę na ten koncert z nią i że nie będę sama podczas gdy mój brzuch w czasie drogi z Łodzi do Warszawy będzie przeżywał dziwne rzeczy. Pojechałyśmy w środę o 13. Zaczynało padać, pogoda była naprawdę okropna, ale jakoś nie przejmowałam się tym. Mniej więcej w połowie drogi zorientowałam się, że moja wrodzona głupota dała się we znaki i zapomniałam swojej legitymacji szkolnej. Cóż, dzięki dżizasowi miałam bilet i oświadczenie o opiece Ayumiego w kieszeni. W Warszawie poszłyśmy na obiad do Ikei, potem już tylko odliczałyśmy kilometry do klubu. Jedenaście, pięć i pół, dwa i pół, dziewięćset metrów, puff. I oto mamy Stodołę.
Naszym oczom ukazała się pokaźna kolejka, wśród której ludzie różnego pokroju. Kiciul przyszła do nas i udałyśmy się w stronę, gdzie stały Inco, Maa-chan, Ishi, Kal, Chiku i jeszcze parę innych osób. Towarzystwo za nami cudownie smrodziło fajkami, zupełnie, jakby nie mogli odejść gdzieś indziej. Staliśmy cierpliwie w kolejce, a ja przy okazji zobaczyłam się z Elluin i zamieniłam z nią parę słów. O, słychać piski na początku, chyba zaczęli wpuszczać. Przepraszam, ale dlaczego pan z tyłu wbija mi łokieć w ramię? Myślałam, że z moimi 150cm umrę z niedotlenienia, kiedy tylko zdarzył się jakiś powiew wiatru czułam się zbawiona. Dotrwałam w końcu do początku kolejki i wpuścili mnie macnąwszy wcześniej moje biodra. Poszłyśmy kupić coś do picia, ja z Inco nabyłam koszulkę. Zbliżała się 19:40, więc razem z Inco poszłyśmy na salę w celu ocenienia sytuacji. Ustawiłyśmy się na początku, z prawej strony, na nasze nieszczęście przy głośnikach. Nie wiem, czy miałyśmy zamiar stamtąd wychodzić, ale zostałyśmy w tamtym miejscu do końca koncertu. Dodam, że niektóre osoby mdlały już w momencie wpuszczania do klubu.
Cieszyło mnie to w miarę bezpieczne miejsce, bo dzięki niemu mam wszystkie włosy, miałam darmową wodę oraz widok na padające jak deszcz laski, które wynosili ochroniarze (i przy okazji zabójczy uśmiech Die'a tudzież momenty, w których się oblizywał oraz spoconego Kyo), ominęło mnie pogo, tłum nie napierał tak bardzo...za każdym razem, kiedy ktoś ze staffu wychodził na scenę, aby doprowadzić do końca sprawy techniczne na sali rozlegał się jeden wielki pisk. Fani zaczęli skandować "Dir en Grey!" więc pomyślałam sobie "omg, jak wyjdą, to wyjdą, te krzyki chyba nic nie dadzą" ale szczerze mówiąc olałam to i nadal czekałam cicho, aż ich zobaczę. Zaczęło się Sa Bir, tłum wariował, cały zespół zajął swoje miejsca. Mnie serce zaczęło bić mocniej, momentami uśmiechałam się, a momentami miałam ochotę płakać. Mówiąc ogólniej o koncercie; byłam przytłoczona przez to, ile energii i emocji ma w sobie Kyo. Całe metr pięćdziesiąt osiem kryło w sobie na tyle siły, aby przez półtorej godziny krzyczeć, machać rękoma, headbangingować i przeżywać wszystko. Z głośników płynęła cudowna sieczka, chyba dla moich uszu momentami było to za ciężkie, ale i tak uważam, że było warto. Solówki Kyo miażdżyły, mam szczęście, że nie stałam w okolicach piszczących istot. W momencie, kiedy zeszli ze sceny, a wszyscy zaczęli krzyczeć "ankore!" (LAWL) zaczęłam się bać. Bałam się The Final. Co się przed godziną okazało, stałam obok pani Kac, z którą miałam okazję zamienić parę słów na last.fm, ale niestety nie poznałam jej. Po koncercie miał być zrealizowany zamiar wykonania "Garden" ale nie udało się, co mnie zresztą nie dziwi. Upojona emocjami towarzyszącymi muzyce udałam się z Inco na poszukiwania reszty dziewczyn. Wyszłyśmy z klubu i miałyśmy nadzieję złapać zespół, ale musiałyśmy z yasui udawać się do samochodu mojego taty, żeby wrócić do Łodzi. Mogłabym jeszcze długo opisywać to, co przeżyłam, ale chyba nie jestem w stanie wyrazić tego, co siedzi w moim sercu. Życie jest piękne i brutalne zarazem, to wszystko minęło tak szybko...
Dziękuję Wam, Dir en Grey.
- Mood:
Depressed - Listening to: Dir en Grey - Toguro
- Drinking: tea~
--
homepage : [link]
DigArt: [link]
o matko, nasze słupy jeszcze będą sławne i dopiero bedzie... ^^"
--
I'm not coming back there's nothing to gain
Breathe for me... Don't wake me from this slumber
Stay with me... Possession taking over
*ishi odstawia taniec radości :3*
--
I'm not coming back there's nothing to gain
Breathe for me... Don't wake me from this slumber
Stay with me... Possession taking over
--
【勝つ王子様】 ~☆
O, zajrze do skrzynki. x3
--
【勝つ王子様】 ~☆
Previous Page12345...Next Page