Naszym oczom ukazała się pokaźna kolejka, wśród której ludzie różnego pokroju. Kiciul przyszła do nas i udałyśmy się w stronę, gdzie stały Inco, Maa-chan, Ishi, Kal, Chiku i jeszcze parę innych osób. Towarzystwo za nami cudownie smrodziło fajkami, zupełnie, jakby nie mogli odejść gdzieś indziej. Staliśmy cierpliwie w kolejce, a ja przy okazji zobaczyłam się z Elluin i zamieniłam z nią parę słów. O, słychać piski na początku, chyba zaczęli wpuszczać. Przepraszam, ale dlaczego pan z tyłu wbija mi łokieć w ramię? Myślałam, że z moimi 150cm umrę z niedotlenienia, kiedy tylko zdarzył się jakiś powiew wiatru czułam się zbawiona. Dotrwałam w końcu do początku kolejki i wpuścili mnie macnąwszy wcześniej moje biodra. Poszłyśmy kupić coś do picia, ja z Inco nabyłam koszulkę. Zbliżała się 19:40, więc razem z Inco poszłyśmy na salę w celu ocenienia sytuacji. Ustawiłyśmy się na początku, z prawej strony, na nasze nieszczęście przy głośnikach. Nie wiem, czy miałyśmy zamiar stamtąd wychodzić, ale zostałyśmy w tamtym miejscu do końca koncertu. Dodam, że niektóre osoby mdlały już w momencie wpuszczania do klubu.
Cieszyło mnie to w miarę bezpieczne miejsce, bo dzięki niemu mam wszystkie włosy, miałam darmową wodę oraz widok na padające jak deszcz laski, które wynosili ochroniarze (i przy okazji zabójczy uśmiech Die'a tudzież momenty, w których się oblizywał oraz spoconego Kyo), ominęło mnie pogo, tłum nie napierał tak bardzo...za każdym razem, kiedy ktoś ze staffu wychodził na scenę, aby doprowadzić do końca sprawy techniczne na sali rozlegał się jeden wielki pisk. Fani zaczęli skandować "Dir en Grey!" więc pomyślałam sobie "omg, jak wyjdą, to wyjdą, te krzyki chyba nic nie dadzą" ale szczerze mówiąc olałam to i nadal czekałam cicho, aż ich zobaczę. Zaczęło się Sa Bir, tłum wariował, cały zespół zajął swoje miejsca. Mnie serce zaczęło bić mocniej, momentami uśmiechałam się, a momentami miałam ochotę płakać. Mówiąc ogólniej o koncercie; byłam przytłoczona przez to, ile energii i emocji ma w sobie Kyo. Całe metr pięćdziesiąt osiem kryło w sobie na tyle siły, aby przez półtorej godziny krzyczeć, machać rękoma, headbangingować i przeżywać wszystko. Z głośników płynęła cudowna sieczka, chyba dla moich uszu momentami było to za ciężkie, ale i tak uważam, że było warto. Solówki Kyo miażdżyły, mam szczęście, że nie stałam w okolicach piszczących istot. W momencie, kiedy zeszli ze sceny, a wszyscy zaczęli krzyczeć "ankore!" (LAWL) zaczęłam się bać. Bałam się The Final. Co się przed godziną okazało, stałam obok pani Kac, z którą miałam okazję zamienić parę słów na last.fm, ale niestety nie poznałam jej. Po koncercie miał być zrealizowany zamiar wykonania "Garden" ale nie udało się, co mnie zresztą nie dziwi. Upojona emocjami towarzyszącymi muzyce udałam się z Inco na poszukiwania reszty dziewczyn. Wyszłyśmy z klubu i miałyśmy nadzieję złapać zespół, ale musiałyśmy z yasui udawać się do samochodu mojego taty, żeby wrócić do Łodzi. Mogłabym jeszcze długo opisywać to, co przeżyłam, ale chyba nie jestem w stanie wyrazić tego, co siedzi w moim sercu. Życie jest piękne i brutalne zarazem, to wszystko minęło tak szybko...
Dziękuję Wam, Dir en Grey.
Devious Comments
--
"He died as he lived: draped in the arms of another man."
9 out of 10 guys like girls with big boobs. The tenth one likes the other nine.
ale! w sumie gdybyście zostały tobyście zobaczyły tylko autokar no i piski fanek na każdy widok jakiegoś ruszającego się obiektu ^^"
a ja na swoje nieszczęście stałam całkiem niedaleko wielkiego pisku kiedy Kyo miał swoje solówki T^T
a-aleeee~ to był najpiękniejszy dzień mego życia :3
--
'Tired and lonely still we stand
On a road to nowhere
Trapped in a world of endless days...'
Ojej, ale słyszałaś cokolwiek?
Mój również ;__;
--
'Tired and lonely still we stand
On a road to nowhere
Trapped in a world of endless days...'
Btw, dlaczego 'depressed'? :C
--
"He died as he lived: draped in the arms of another man."
9 out of 10 guys like girls with big boobs. The tenth one likes the other nine.
Bo od dwóch dni nie mam życia, jestem bliska depresji, słucham tylko ich, zabrali mi komputer (kochajmy komputery współlokatorów, muehehe) ciągle myślę o koncercie, nie mam co robić, mam dość siebie no i...no~ v__v;;;;
Mi też się bardzo podobało *^^* Choć na drugi dzień bałam się, że nie słyszę tak dobrze jak wcześniej, ale później wszystko wróciło do normy XD
--
If dreams leave us, we're naked~
o, to dobrze, że z Twoim słuchem jest już lepiej ^^ fakycznie taki koncert może być szokiem dla kogoś, kto nie słucha głośno muzyki. dla mnie nawet przy moim miejscu było w porządku, bo jestem przyzwyczajona, ale wyobrażam sobie co Ty musiałaś tam przeżywać >__>'
Previous PageNext Page